wtorek, 27 września 2016

#życiowe odcinek 2: Polacy nie gęsi! Własne książki mają!



Siemanko! Przestawiam Wam drugą odsłonę cyklu #życiowe! <fanfary> Dzisiaj opowiem Wam o moich doświadczeniach z polskimi autorami (czy raczej z ich powieściami). Uwaga: Moja opinia to moja opinia, więc proszę o uszanowanie jej i nie obrażanie się na mnie.
Przyznam się bez bicia, że polskich książek czytam niewiele. Przejrzałam szybko moją biblioteczkę i okazało się, iż przeczytałam książki (bądź jedną książkę) tylko około dziesięciu naszych autorów. Od razu zastrzegam, pojawią się też negatywne opinie!
Zdjęcia nie należą do do mnie.

1. Ewa Nowak
Zacznijmy od mojej ulubionej polskiej pisarki, czyli autorki niesamowitej serii Miętowej opowiadającej o losach współczesnej młodzieży w sposób... młodzieżowy. Moja przygoda z jej powieściami zaczęła się dość niefortunne, ponieważ po raz pierwszy trafiłam na jej książkę przez babcię, która podarowała mi na urodziny dwunasty tom. Rozumiecie mój ból? Wiedziałam, że jest to seria dlatego książka przeleżała na mojej półce rok, może nawet dwa zanim w końcu ją przeczytałam. Początkowo nie wywarła na mnie większego wrażenia. Ot, zwykła książka przeczytana, ponieważ nie miałam nic lepszego do roboty. Jakiś czas później od koleżanki dostałam na urodziny (znów te urodziny!) Linę Karo tejże autorki. I uwaga, nie po kojarzyłam, że ta Ewa Nowak od Liny Karo to ta Ewa Nowak od Drzazgi (12 tom)! Tak wiem, to trzeba być jeleniem do sześcianu. Dopiero w pierwszej gimnazjum do mnie dotarło, że twórczyni Liny Karo to ta od Drzazgi. Wtedy też przeczytałam Drzazgę po raz drugi i po prostu zakochałam się w stylu pisania. Na mojej półce stoi aktualnie cała seria, więc wiadomo jak się sprawy potoczyły ^^ Od książki do książki i stała się moją ulubioną polską pisarką.




2. Henryk Sienkiewicz

Czas na falę nienawiści, gdyż tego Pana nie znoszę. Między innymi przez jego W pustyni i w puszczy zniechęciłam się do czytania. Oczywiście inne lektury również sprawiły, iż przez całe 3 lata w klasach 4-6 nie czytałam, ale nawet teraz jak pomyślę sobie o tym nudziarstwie to mi ciarki po plecach przechodzą. Od razu mówię – to nie jest tak, że go znienawidziłam po jednej książce. O nie! Dałam mu drugą szansę w zeszłym roku, ponieważ jako lekturę mieliśmy Krzyżaków. Jedyna lektura, której nie przeczytałam. Doszłam do połowy i to tylko dzięki silnej woli (Jeden rozdział Krzyżaków – jeden rozdział Harry'ego Pottera, którego wtedy czytałam). Nie wiem czym sobie na to zasłużyłam, jednak w tym roku będziemy przerabiać Potop właśnie Sienkiewicza. Streszczenia pójdą w ruch!



3. Alina Goldnikowa

W klasach 4-6 nie czytałam. Było tylko kilka wyjątków. Do nich zalicza się m.in. Byle do wakacji. Książka genialna dla czwarto/piątoklasistki. Nie mogłam się oderwać i przeczytałam ją kilkanaście razy. W środku mam pełno zakładek wskazujących najlepsze momenty. Gdy przeglądałam Lubimy Czytać, zauważyłam, iż jej książki są praktycznie nieznane. A szkoda. W sensie spośród sześciu, które napisała przeczytałam jedną, lecz nie mogę uwierzyć w to jakoby nikt naprawdę jej nie znał. Serio, na LC tylko dwie z jej książek doczekały się oceny, a zaledwie jedna opinii. To smutne. Bardzo współczuję tej autorce, ponieważ ja sama nie chciałabym być zapomnianą pisarką, szczególnie po napisaniu czegoś tak dobrego jak Byle do wakacji.

Nie mogę znaleźć zdjęcia Ireny Goldnikowej, więc wstawiam 
obrazek z książki ;)


4. Katarzyna Berenika Miszczuk

A teraz kilka słów o polskiej pisarce, która absolutnie nie jest zapomniana, wręcz popularna rzekłabym. Ostatnimi czasy na jaką stronę nie wejdę, wszędzie widzę jej książki. Wiele osób zachwyca się nad jej książkami, jednak ja nie jestem co do niej przekonana. Dotychczas zapoznałam się jedynie z Ja, diablica, ponieważ nie miałam ochoty zapoznać się zresztą tej trylogii. Nie wiem co mnie bardziej irytowało w tej książce: wulgaryzmy czy infantylność głównej bohaterki. No dobra, może nie infantylność, ale wszechobecny PIOTRUŚ. Nie Piotr, Peter, nawet nie Piotrek. PIOTRUŚ. Początkowo mnie to bawiło, lecz po którymś razie zaczęło doprowadzać do szału. Do tego te wykrzykniki. Gdzieś przeczytałam opinie, iż Wiktoria (tak nazywała się główna bohaterka) używała ich do określenia stanu emocjonalnego. Cieszy się – wykrzykniki, denerwuje się – więcej wykrzykników. I to nie chodzi o jeden wykrzyknik za jednym razem. Nawet nie o trzy. Miejscami tych wykrzykników było tak dużo, że aż nie chciało mi się ich liczyć i doszłam do wniosku, iż ta bohaterka jest nieco ku-ku. Ja, diablica przeczytałam tylko dzięki sporej dawce humoru, ale to jedna trochę za mało. Dlatego właśnie zaprzestałam dalszego zapoznawania się z jej powieściami. Może kiedyś do nich wrócę (w końcu to nie Sienkiewicz), ale na razie mówię: nie.



5. Roxana Wojtas-Tabiś
Kolejna z tych autorek, które czytałam podczas czytelniczego hiatusa. Autorka dylogii Tajemnica Zafiry. Do teraz ubolewam nad tym, że nie jest to trylogia, ponieważ ta dylogia miała predyspozycje, aby zostać trylogią. Na serio była bardzo dobra! Najbardziej tajemnicza spośród wszystkich polskich autorów z jakimi się zapoznałam, ponieważ nie znam nawet jej daty urodzenia ani kim była, ani nic. Tylko imię i nazwisko. Ta tajemnicza autorka zainspirowała mnie i moja przyjaciółkę do napisania książki fantastycznej o elfach (taaak, elfy! Zawsze elfy! Wszechobecne w moim życiu! Kocham elfy!), której oczywiście nie napisałyśmy. Powstało zaledwie około dziesięciu rozdziałów, pisanych czcionką 16 na dwie-trzy strony. Porażka.

Nie znalazłam zdjęcia autorki, toteż wstawiam zdjęcia okładek :D


6. Zbigniew Nienacki

Autor Pana Samochodzika, czyli jednej z niezwykle popularnych serii, których nie przeczytałam. W mnie na półce stoi Nawiedzony dwór i tylko z nim się zapoznałam. Moje odczucia co do tej książki są mieszane. Z jednej strony tajemniczo i zabawnie, ale z drugiej czegoś mi brakuje. Sama nie mam pojęcia czego. To jedna z tych książek, które ocenię na dobry, ponieważ nie zachwyciła mnie, ale też nie mam bladego pojęcia co mi w niej tak właściwie brakowało. Chyba po prostu tego czegoś.



7. Barbara Ciwoniuk

Czytałam ją w tym samym okresie co Ewa Nowak, ale pojedynek o moją ulubioną polską autorkę wygrała jednak Pani Nowak. Dlaczego? A) Seria Miętowa jest dłuuuga (i bardzo dobrze), b) przeczytałam ją całą, a z dwunastu książek Pani Ciwoniuk zapoznałam się z jedną, bo tak jakoś wyszło. W sensie tę jedną przeczytałam kilka razy, tak dla jasności. O istnieniu reszty nie wiedziałam. Obie Pani piszą podobnie. Młodzież i ich problemy. Być może wybrał serię Miętową również dlatego, że Ania została napisana w pierwszej osobie, a Miętowa w trzeciej? Naprawdę nie wiem. W każdym razie Barbara Ciwoniuk jest naprawdę dobrą pisarką.



9. Ewa Zienkiewicz

Henryk Sienkiewicz to mój znienawidzona poslki autor, a kim jest zniewnawidzona autorka? Na wstępnie zaznaczę, że oceniam tylko po książce Pomyśl tylko życzenie. Właśnie spojrzałam, że ta książka ma kontynuację. Na pewno po nią nie sięgnę. Sa książki, które kocham, lubię, są mi obojętne i zdzierżyć nie mogę. Ta zalicza się do ostatniej kategorii. Teraz będzie trochę ostro, wię jeśli ktoś z Was jest jej fanem to proponuję po postu zacisnąć zęby i olać moją opinię :) Otóż ta powieść to największy szmelc jaki w rękach miała. Pomysł na historię zmarnowany kompletnie, bohaterowie płasy, nudni. Zakończenie do kitu. Ogólnie do kitu. Nie powiem, że zmarnowałam czas czytająć ją, bo nie. Dzięki niej dowiedziałam się jak NIE PISAĆ. Jeśli miałabym wybrac najgorszą książkę z jaką się męczyłam wybrałabym właśnie tą. No, już. Koniec. Książka zawiodła mnie tak bardzo, że już raczej nie przeczytam pozostałych powieści tejże autorki.



10. Dorota Terakowska

Czy mieliście kiedyś sytuacje, że czytaliście książkę, która wydawała wam się nudna, ale mimo to nie mogliście jakoś przestać? Przez większość czytania uważaliście ją za taką 2/10, aż tu nagle pod koniec zaczęliście uważać ją za naprawdę dobrą? Tak właśnie miałam z Córką Czarownic. Końcówka po prostu rewelacyjna, chociaż ciężko było przebić się przez nudnawe fragmenty. Mimo wszytstko nie żałuję, bo dla takiej końcówki warto się poświęcić i przebrnąć przez nudziarstwa ;)




To by było na tyle. Oprócz tych wymienionych wyżej miałam okazję zapoznać się z powieściami m.in. Stefana Żeromskiego (może podać rękę Sienkiewiczowi. Drugie miejsce na mojej liście nudziarzy wszech czasów), Aleksandra Kamińskiego (Kamienie na szaniec to najlepsza lektura w gimnazjum polskiego autora według mnie. Na ten moment oczywiście), Edmunda Niziurskiego i Kornela Makuszyńskiego (ciągle ich mylę. Pamiętam tylko, że Makuszyński napisał Awanturę o Basię, czyli najgorszą ksiażkę podstawówki, którą czytałam przed snem, aby nie musieć męczyć się z zasypianiem, bo jeden rozdział i śpisz), Marii Krüger (Karolcię uwielbiałam), Państwa Centkiewiczów (Przez długi czas uważałam Zaczarowaną zagrodę za najlepszą lekturę) oraz innymi, których już nie pamiętam.
No nieźle. Okazało się, że jednak czytam więcej polskich książek niż się spodziewałam, chociaż większość raczej czytałam będąc w podstawówce (1-3) lub podczas hiatusu czytelniczego (klasy 4-6). Oczywiście mozecie zastanawiać się dlaczego nie ma tutaj sław takich jak Juliusz Słowacki, Adam Mickiewicz czy Andrzej Sapkowski. Odpowiedź jest prosta: Jeszcze nie przeczytałam ich książek, choć wszystko przede mną :D
A Wy? Czytacie polskich autorów czy raczej nie? Kogo uwielbiacie, a kto znajude się na Waszej liście pisarzy znienawidzonych? Jeśli chcecie podzielicie się w komentarzach.

Pozdrawiam

LM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz