środa, 17 sierpnia 2016

#życiowe odcinek 1: That's what I'm Tolkien about

Czy Gandalf nie wygląda po prostu genialnie? :D
Fan art autorstwa Noelle Stevemson

Siemanko. Dla tych co nie zaglądali w zakładkę #życiowe wyjaśniam o co  właściwie chodzi.  Znaczy się skopiowałam tamten tekst i wkleiłam tutaj, ale kto by zwracał na to uwagę, nie? Otóż co tydzień wstawiam rozdział, robię czasem tagi i LBA, ale de facto niewiele o mnie wiecie. Znaczy się niektóre rzeczy można wywnioskować, ale są też takie, o których nie wspominam. Cykl #życiowe składać się będzie z comiesięcznych postów, w których uchylę rąbka tajemnicy o tym czym się interesuję, jakie są moje opinie o różnych seriach itp. Postaram się też by nie były one sztywne, tylko na wesoło ;) Ostrzegam: będzie masa spoilerów!!!
No to zaczynamy...
Jakiś czas temu wspomniałam (tutaj) o pewnym przedsięwzięciu, które realizuję. Mowa tu o Wakacjach w Śródziemiu. Od razu mówię: nie jest to żadna akcja Facebookowa ani nic w tym stylu. Sama wpadłam na pomysł, aby w tym roku poświęcić wakacje na czytanie utworów Tolkiena. Oczywiście oprócz tego spotykam się ze znajomymi i robię to co bym normalnie robiła w wakacje (żeby nie było zbędnych pytań). Jednak każdego dnia staram się znaleźć chwilę na czytanie właśnie J.R.R. Tolkiena. Skąd w ogóle wziął się ten pomysł? Otóż w tym roku być może będziemy przerabiać na lekcji Władcę Pierścieni: Drużynę Pierścienia, toteż postanowiłam już w wakacje przeczytać tę lekturę. Moje poprzednie próby zakończyły się fiaskiem:
Próba #1 W czwartej klasie nabrałam ochoty na poczytanie czegoś dla starszych. Babcia wypożyczyła mi pierwszy tom LOTRa, a mnie on znudził. Nie doszłam nawet do narady u Elronda. Teraz taka mała ciekawostka i rysa na moim honorze. Przestałam czytać i zapomniałam, że w ogóle mam w domu tę książkę. Znalazłam ją w (uwaga) szóstej klasie. Auć, wiem. Czym prędzej oddałam ją do biblioteki (znaczy się babcia oddała, gwoli ścisłości).
Próba #2 W zeszłym roku podjęłam decyzję o ponownym zmierzeniu się z Władcą Pierścieni. Przebrnęłam przez pierwszy tom, ale w bibliotece nie mieli na stanie drugiego, więc odpuściłam (aż tak mi nie zależało).
Tym razem jednak wszystko poszło gładko. Wypożyczyłam od razu wszystkie trzy tomy i wzięłam się za czytanie. Pierwsza księga była dla mnie męczarnią. Nudą kompletną. Druga tez nie porwała mnie specjalnie. Dopiero trzecia księga sprawiła, że wreszcie wciągnęłam się w akcję. Potem było już z górki. Następnie przez jakieś trzy tygodnie męczyłam Silmarillion. Aktualnie jest w trakcie zapoznawania się z Opowieściami Niedokończonymi, a w chcę jeszcze przypomnieć sobie Hobbita.

Nie mam pojęcia co tu wstawić, więc macie Sarumana z gitarą...

Teraz małe Q&A dotyczące LOTRa oraz trochę Silmarillionu (ale z tego naprawdę tylko wzmianki, bo mam świadomość, że pewnie nikt z was tego nie czyta, a nie chcę robić spoilerów), ponieważ myślę, że właśnie z takimi pytaniami musiałabym się zmierzyć w konfrontacji z wami ;)

1. Która część jest twoją ulubioną i dlaczego?
Stop. Stop. Stop. Władca Pierścieni to tak naprawdę jedna powieść. Została wydana w trzech tomach z powodów marketingowych (chyba chodziło o coś z papierem). W każdym razie nie ma części. Są księgi. W takim razie, którą księgę lubię najbardziej? Hmm. Chyba czwartą i szóstą. W trzeciej i piątej czegoś mi brakowało, choć je też lubię.

2. Za którą częścią nie przepadasz?
Księgą. Już mówiłam. Jest to pierwsza i druga, ale w szczególności pierwsza.

3. Książka czy film?
To może najpierw taka ciekawostka: w książce nie znoszę rozdziałów, których akcja dzieje się w Shire. Matko jak one mnie nudziły. A w filmie wprost przeciwnie. Po prostu uwielbiam tę sielską atmosferę z początku i końca filmu. Co do pytania to myślę, że oba są genialne i ciężko je ze sobą porównywać. Jasne, w książce znajdziemy więcej szczegółów i w ogóle, ale film za to ma więcej scen z humorem. Powieść miejscami mnie nudziła i była przyciężkawa, a film dostarczył mi wiele uśmiechu na twarzy. Dlatego też oba oceniam 10/10.

4. Jaki jest Twój ulubiony cytat?

Oraz



Wiadomo dlaczego ^^ #Potterhead

5. Którą z postaci lubisz najbardziej?
Mówiąc szczerze nie wiem. Chyba całą Drużynę Pierścienia. Nie, chwila. Nie lubię Boromira. Gdy czytałam za pierwszym razem nawet nie zakodowałam, że ktoś taki istnieje (ach ta szczerość).

Ten pesymizm nie robi dobrego wrażenia :/

Mimo to moją ulubioną postacią jest Bilbo Baggins. Nie tyle ten podstarzały dziadek (choć przez cały czas zastanawiałam się jak zginie, bo byłam pewna, że to się stanie), co pięćdziesięcioletni główny bohater Hobbita. Była w drugiej klasie, kiedy tata czytał mi tę książkę. Uważałam się wtedy za fankę Tolkiena (nie wiedziałam o jego pozostałych dziełach).

Ciekawostka!!!
Pierwszą styczność z Tolkienem miałam oglądając ekranizacje Dwóch Wież w pierwszej klasie. Oglądałam ją z moją ex-przyjaciółką (znajomość skończyła się jakiś rok później) podczas nocowania u babci. I wtedy moją ulubionym bohaterem został... Gollum. Wiem, to może brzmieć idiotycznie, ale uwielbiałam Sméagola. I to już chyba zostało mi na stałe. Nawet teraz, kiedy znam całą jego historię i wiem, że nie był taki cudowny jak mi się wydawało (błagam, bez komentarzy) wciąż czuję do niego sympatię. Jest mi go strasznie szkoda.
No dobra, nie Golluma. Gollum to chamska świnia. Sméagol nie jest zły.

SPOILER (CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ) Czytając Władcę Pierścieni nie miałam zbyt wielu spoilerów, dlatego nagła śmierć Golluma dość mocno mną wstrząsnęła. To było takie niespodziewane. Ba! Myślałam, że po zakończeniu Wojny o Pierścień pogodzi się z Frodem i Samem, a tymczasem zginął. Czy wszyscy bohaterowie, których lubię muszą być martwi? No dobra jest paru takich, którzy przeżyli albo zginęli, ale ożyli... Dobra, koniec tematu. Zrobię o tym kiedyś post.

6. Która z postaci nie wzbudziła Twojej sympatii?
Denethor, Boromir, Éowyn, Saruman, Sauron, Bill Paprotnik, Melkor, Fëanor... O matko, nie. Zbyt wielu :D
    No co taka reakcja? 
    W książce wypadasz blado w porównaniu do filmu ;)
7. Co sądzisz o częstym pytaniu: Dlaczego po prostu nie polecieli na orłach prościutko do Mordoru?
O matko, nie. Nie znowu te orły. Ile można?

SPOILER ALERT
Ja osobiście doszłam do wniosku (albo przeczytałam. Nie pamiętam już), że po prostu Gandalf o tym nie pomyślał. W sensie miał się spotkać z Frodem przed początkiem wyprawy, ale pewne sprawy go zatrzymały i nie dał rady. Później się wyminęli, a następnie było mnóstwo spraw do ogarnięcia i zapomniał o takiej możliwości. Dalej umarł, odrodził się i nie miał pojęcia gdzie są hobbity, a jeszcze była wojna (taki szczegół), a on rozdwoić się nie mógł. Tyle według mnie.

To co, na dzisiaj chyba starczy, co nie? Troszkę się rozpisałam, ale to chyba nie problem... Mówiąc szczerze uważam ten post za dotychczas mój najlepszy ;D Mam nadzieję, że ten post się wam spodobał. Dajcie mi znać czy mam się brać za inne tego typu czy raczej skończyć po jednym odcinku ;)


Zgaduję, ze to Wasza reakcja na ten post? :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz